Przyznam, mam tendencję do przesadnego fascynowania się postaciami z książek, seriali czy filmów. Głównie z serii książkowych i telewizyjnych. One żyją dłużej, tworzą się dłużej, ewoluują i łatwiej je zobaczyć z różnych stron. Eric, Thomas, Dageus to pewnie tylko początek listy, której całej boję się sama oglądać. Jednak jest chyba tylko jeden twór cudzej wyobraźni, na punkcie którego mam szczerą obsesję. Czemu? On sam składa wypowiedź, która tłumaczy zaistniałą sytuację na ostatnim znanym mi etapie swojej historii. Ów etap jest powodem, dla którego w ogóle dziś piszę.
Jericho Z. Barrons i rozległe wyżyny jego wdzięku: http://www.karenmoning.com/kmm/jzbscene.html . Swoją drogą, są niegrzeczni chłopcy, są uroczy psychopaci, to nie – mój ideał faceta wyciąga rzygającą bohaterkę z rozbitego samochodu za włosy i ciągnie jej półprzytomne z bólu ciało za włosy po brukowanych uliczkach, bo akurat ma na nią focha. Och, mój gust należy do dziwniejszych stworzeń.
I to nawet nie jest mój najpoważniejszy problem z tym gościem, fragmentem prozy, twórczością pani Moning, czy samą autorką. Nie-e! Żebym ja czytając opis sceny seksu moich ulubionych postaci robiła sobie przerwy (kilkuminutowe!), żeby podziwiać warsztat i techniki ogarniania procesu twórczego Moningowej… Powoli zaczynam się obawiać, że jest mała ewentualność, iż z tusiem jest coś delikatnie nie tak, jak być powinno. Ale powoli.
No i dostałam kolejny śpiewnik pełen kołysanek. nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam robić śpiewniki, kołysanki są o tyle fajne, ze nei trzeba na palce stawać, coby pasowały do siebie, ale… z obrazka na obrazek jest coraz ciężej sprawić, żeby były oryginalne. Wszystkie w końcu są mniej więcej o tym samym. No, może tylko w tej książce są? Ale damy radę.
To co Wam się kojarzy z kołysankami?
To miejsce jest ładne, Ci ludzie sąładni. Powoli zaczynam słuchać obcych ścian. Nie są już takrozmowne, jak gdańskie były, ale nie można mieć chybawszystkiego. I pewnie niedługo przyzwyczaję się nawet do ciszy, donowego bycia samemu, choć nie samotnie.
Dalej ilustruję książki dla dzieci,dalej nie studiuję. Ten sam facet, przyjaciele Ci, co zostali, nadaltu są. Ciągle czasem mnie boli, że niektórych już nie ma. A jakjest cicho i nic nie płonie, to może boli trochę bardziej?
Chciałabym wiedzieć, co będziezaraz, ale odcinam się od przepowiedni. I ten blog jest chyba jednymmiejscem, w którym jeszcze mogę być trochę emo. W którym nierani to mojej, coraz bardziej nieznośnej, dumy. ;)
Pozdrowienia z Redy.
* * *
BTW. Dopisek co do tytułu notki. Kupiliśmy pralkę. Odpaliliśmy pralkę. Jest na tyle idiotoodporna, że nawet moje niesamowicie rozbudowane talenty do skopania najmniej skomplikowanej robótki domowej, jej nie przerażają, I na tyle szybka, ze nie tracę do cholery cierpliwości. oO'
Więc: "Itz alajw!!!" i to z wybitnie silnym rumuńskim akcentem :>
Piszę, bo wypada. Co jakiś czas, bo mi się nie chce, bo nie mam weny, bo nie mam o czym pisać. Świat właściwie za bardzo się nie zmienił i moje jego postrzeganie także. Nie będę też dziękować za każdą imprezę, za każde spotkanie, za każde zlecenie. Wolę się cieszyć w mniejszym gronie niż Wy wszyscy. I kolejną notkę rozpocznę uroczym „sorry, że tak długo, wiem, że powinnam częściej”. Wcale mi nie jest przykro, ale niech będzie.
Widzisz, moja św. p. Babcia była damą. Zawsze siadała ze swoją dumą, dystyngowaniem na szczycie stołu. Opiekowała się domem, opiekowała się mną (zapewne więcej, niż jako babcia powinna), opiekowała się rodziną i stołem, przy którym siadaliśmy. Była piękna, mimo wieku, później mimo choroby. Nie zabił tego cały śmietnik świata, choć ten dosyć porządnie jej dowalił momentami. Wciąż tryskała pewnością siebie i zajebiście silnym charakterem. Ja miałam być następna.
Zasady były proste: nie przeklinasz, bo dziewczynce nie wypada. Opiekujesz się domem, gotujesz i sprzątasz, bo to Twój obowiązek. Gloryfikujesz rodzinę. Pamiętasz, że jesteś piękna i pokazujesz to innym. Zachowujesz się, jak wypada. Zawsze lojalnie, zawsze wedle etykiety.
Może i dużo z tego tusia odziedziczyła. Pewność siebie, umiejętność manipulowania ludźmi w około, w miarę silny charakter. Mimo tego wyrosła tusia na dużego, zaborczego pancura. I dobrze mi z tym. :)
Może to zodiak? Widzicie Słonka, którzy dzielicie ze mną ten rocznik – według starożytnych chińczyków, jak wybuchnie już rewolucja, to my idziemy na pierwszy ogień. Co gorsza, wolontarialnie. oO'
Pozdrowienia z zasypanych śniegiem gdańskich suburbii.
Wydali mi kolejna książkę. Tym razem czarno-białe ilustracje, niewielkie, po jednej na opowiadanie. Niby nic, ale jak dotychczas, to chyba moja najlepsza praca. Ma klasę, ani jedna ilustracja nie została „odwalona”, ani jedna nie została złożona tam, gdzie nie powinna. Okładka i szczegóły odnośnie dzieła na stronie wydawnictwa. Książka wabi się Kryminałki Detektywa Marca Lou.
Pobazgrałam po dwóch torbach, jedna z nich pojechała sobie do Manchesteru. Chcecie zdjęcia? Fajnie, mój komp twierdzi, że jednak nie chcecie, więc gomene. v.v
odwiedz
blogi
avi
utek
neftis
odyn
sumire
kruszek
darkchaser
pochi
strony
Krwawe Drwale
chaotic flame/skuldica
tuś na devie
Forum LSNN
chaltura
nana-nana
Pajacyk
Pogoria
to bylo...
2011
lipiec
2010
wrzesień
lipiec
2009
lipiec
maj
styczeń
2008
październik
sierpień
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
2007
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
layout by teya